[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Nie miałbym nic przeciwko temu, by móc nigdy się nie obudzić z tego snu.
***
Rano znalazłem w kuchni na stole kartkę.
Muszę pozałatwiać parę spraw. Wrócę w nocy, pewnie grubo po dwunastej. W
spiżarce znajdziecie pulpety mięsne i brzoskwinie. Henry.
Nieczęsto się zdarzało, żeby mój brat zostawiał wiadomość dotyczącą swoich planów.
Wnioskowałem, że te miały związek z Ewą Kaludis. Wprawdzie Henry na ogół przebywał
poza Genezaret więcej niż sześć, może osiem godzin, a tu proszę, cały dzień i prawie cała
noc. Aż dziw, że zdobył się na napisanie czegoś takiego. To nie było w stylu mojego brata,
nie w jego stylu.
Sprawdziłem, czy w spiżarce rzeczywiście były te konserwy. Zgadzało się, stały na
półce. Jedna puszka Mor Elnas z pulpetami z mięsa łosia w sosie śmietanowym. Jedna z
połówkami brzoskwiń w gęstym syropie. Nie najgorzej, pomyślałem, mimo że nie bardzo
rozumiałem to z syropem. Zakładając, że Edmundowi dalej nie będzie dopisywał apetyt,
mogłem  jeśli nie na co innego  liczyć przynajmniej na przyzwoity posiłek tego dnia.
Szkoda tylko, że nie ma odrobiny bitej śmietany do brzoskwiń, pomyślałem. Jednak lekką
przesadą byłoby pedałować czy wiosłować po nią do Laxmanow. Zresztą to wszystko, co
mogłoby zaprzątać głowę teraz, kiedy pojawiły się czarne chmury.
Cały ten dzień był jakiś niemrawy. Przynajmniej na początku. Edmund mówił, że
czuje się coraz lepiej, choć do pełni sił jeszcze trochę mu brakowało. By całkiem wyzdrowieć,
potrzebował kolejnej doby, może dwóch, przynajmniej tak twierdził.
A zatem spanie, czytanie i picie. Absolutnie żadnych wycieczek. Czy to do
Laxmanow, czy gdzie indziej. Nie brał tego pod uwagę, bo nawet nie chciało mu się wstać z
łóżka. Flak, jak to mówiÄ… w Västerbotten. PostawiÅ‚em na stole dwie butelki z sokiem
jabłkowym, życzyłem mu szybkiego powrotu do zdrowia i wyszedłem, sadowiąc się na
jednym z leżaków z  Darkinem i nową powieścią Agaty Christie w ręku. Poprzednia była
całkiem niezła. Ta nosiła tytuł  Zabójstwo Rogera Ackroyda . Edmund powiedział, że jest
rewelacyjna.
***
Tak mniej więcej spędziłem ostatni dzień przed Potwornością.
Na leżaku z  Pułkownikiem Darkinem i Agatą Christie. Edmund wychodził parę
razy, lecz kiedy świeciło słońce, było mu za gorąco, kiedy zaś zaszło, było mu za zimno.
Narzekał też, że nie szło mu czytanie książek. Zapominał, co czytał przed zaśnięciem, i po
przebudzeniu musiał do tego wracać. Zasugerowałem, by jeszcze raz przeczytał  Podróż do
wnętrza Ziemi , z tą książką na pewno nie miałby problemów, nawet jeśli czytałby ją wspak.
Odparł, że nie ma nastroju na Verne a. Już prędzej na Quentina, no tak, ale kto czyta po raz
drugi ten sam kryminał?
Z wyjątkiem niektórych, oczywiście.
Po południu przyrządziłem pulpety z mięsa łosia. Zjadłem dziewięć sztuk, Edmund
jedną. Brzoskwiniami podzieliliśmy się już bardziej sprawiedliwie, cztery do dwóch. I przy
tych proporcjach nie miałem prawa narzekać. Mimo że musiałem wszystko przygotować i
jeszcze potem pozmywać.
Kiedy się z tym uporałem, miała miejsce pierwsza wizyta tego popołudnia. Zjawiła się
Gladys Lundin, kaszląc i pochrząkując, przeszła przez podwórze i zapytała, czy nie mamy
przypadkiem w nadmiarze wódki.
Zwykli ludzie, tacy jak matka Benny ego czy pani Lundmark, mieszkająca dwa piętra
wyżej na Sportowej, mieli czasem w zwyczaju prosić o szklankę cukru albo mąki do
naleśników lub placka z rabarbarem, jednak akurat Lundinowie do zwykłych ludzi nie
należeli. Daleko im było do tego. Gladys, z tego co wiem, była matką i ostoją dla całego rodu.
Pewne było, że miała ponad siedemdziesiąt lat, a jeszcze bardziej pewne, że ważyła ponad sto
kilo. Gdy szła, podpierała się dwiema solidnymi laskami z drewna dębowego, od zawsze też
widywano ją z papierosem w ustach. To wszystko nie przeszkadzało jej, by przyjść i żebrać o
wódkę.
Wyjaśniłem jej, że jeśli chodzi o ten trunek, to nasze piwnice są chwilowo puste.
Wówczas poprosiła o kilogram ziemniaków.
Tych nie mogłem jej odmówić, gdyż mieliśmy ich naprawdę w bród. Jedynym
problemem było to, jak je przeniesie, zważywszy na laski i papierosa. W końcu przewiesiłem
jej worek przez szyję. Poczłapała z powrotem, nie siląc się na jakiekolwiek podziękowanie. A
ja zastanawiałem się przez chwilę, czy po przyjściu do domu nie wykorzysta tych
ziemniaków do zrobienia wódki. Miałem raczej mgliste pojęcie o procesie robienia wódki, ale
pomyślałem sobie, że jeśli kobieta wykaże dużo samozaparcia, to przy dobrych wiatrach
jeszcze dzisiaj wieczorem będzie się mogła cieszyć szklaneczką.
Tamtego dnia i pózniej wydawało mi się dziwne, że przybycie Gladys Lundin zbiegło
się z odwiedzinami następnego gościa. Mimo że ciągle o tym myślałem, nie byłem w stanie
znalezć logicznego powiązania między tymi wizytami.
Nie minęło dwadzieścia minut po tym, jak odprawiłem Gladys, gdy do mych uszu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • angela90.opx.pl
  • Archiwum